Kariera zawisła na kotwicach. Pierwsza runda bez Korneckiego

23 sierpnia 2017

Akcja jak wiele innych. Kornecki wchodzi między dwóch obrońców, rzuca. Halę wypełnia krzyk bólu. Zawodnik pada na parkiet. Karetka, znieczulenie, nastawianie barku. Rozgrywający przejdzie kolejną operację.

Hubert Kornecki to jeden z podstawowych szczypiornistów Wybrzeża Gdańsk. Kontuzje go jednak nie omijają. W lutym zeszłego roku doznał poważnego urazu ścięgna prawego mięśnia nadgrzebieniowego, na skutek czego przeszedł artroskopię barku. Po operacji wrócił na parkiet dopiero w kolejnym sezonie. W kwietniu tego roku natomiast musiał mieć operowany lewy łokieć. Kontuzja wykluczyła go z pięciu ostatnich spotkań.

Kornecki szybko wrócił do formy. W rozmowach z dziennikarzami przyznawał, że musiał trochę zmodyfikować styl gry, ale wciąż cieszył kibiców licznie zdobywanymi bramkami. Jego postawa na parkiecie zaowocowała zainteresowaniem ze strony nowego trenera reprezentacji Polski, Piotra Przybeckiego. Rozgrywający dostał powołanie do kadry i dołączył między innymi do swojego młodszego brata, Mateusza oraz kolegów z drużyny – Łukasza Rogulskiego i Adriana Kondratiuka.

Wszystko wskazywało na to, że w nadchodzącym sezonie PGNiG Superligi Hubert Kornecki będzie jednym z liderów czerwono – biało – niebieskich. Ciężka praca na treningach owocowała coraz lepszą postawą w meczach sparingowych. Następnym sprawdzianem miał być VI Memoriał Leona Walleranda. W spotkaniu z Sandra Spa Pogonią Szczecin Kornecki rzucił jedną bramkę. Zwycięstwo zapewniło Wybrzeżu awans do finału, w którym spotkać się miało ze Spójnią Gdynia. Finału, który po raz kolejny postawił karierę rozgrywającego pod znakiem zapytania.

W mecz o wiele lepiej weszli przyjezdni. Od 10. minuty utrzymywali kilkubramkowe prowadzenie. Kwadrans później Halę Widowiskowo – Sportową w Gdańsku wypełnił krzyk bólu. Hubert Kornecki, wchodząc między dwóch obrońców, został szarpnięty i upadł na parkiet. Służby medyczne szybko udzieliły mu niezbędnej pomocy. Po kilku minutach, w asyście kolegów i ratowników medycznych zszedł z boiska, ciasno trzymając rękę przy ciele.

Karetka, szpital, znieczulenie. Nastawianie barku. Zwichnięty, trzeba unieruchomić. Nadzieja, że tylko chwilowo. Pełna diagnoza w poniedziałek po wizycie w RehaSport w Poznaniu u docenta Lubiatowskiego i rezonansie. Najważniejsza informacja: operacja i 4,5 do 6 miesięcy rekonwalescencji. Głęboki oddech. To jeszcze nie koniec.

– Szczęście w nieszczęściu, że wytrzymały kotwice, które założono mi przy poprzedniej operacji. Gdyby się zerwały, to najprawdopodobniej kończyłbym karierę – przyznaje Kornecki. I rzeczywiście, to zwichnięcie kotwice wytrzymały. Nie wytrzymał natomiast obrąbek barkowy przedni. Zabieg mocno uszkodzonego stawu barkowego zaplanowano na czwartek, 24 sierpnia. Po niej rozgrywającego czeka długi i żmudny proces rehabilitacyjny. Na parkiet wróci najprawdopodobniej w drugiej rundzie rozgrywek PGNiG Superligi.

Hubert nie wybiega jednak tak daleko w przyszłość. Jak przyznaje, dołoży wszelkich starań, by jak najszybciej i najlepiej pomóc drużynie. – Zrobię wszystko, by wrócić do pełnej sprawności i formy sprzed kontuzji. Mam nadzieję, że pomogę zespołowi w meczach wiosennych i w walce o fazę play – off. Jeżeli uda mi się odbudować, to może dostanę też kolejne powołanie do reprezentacji. Teraz jednak najważniejsze jest leczenie, muszę dojść do zdrowia i odbudować ten bark na nowo – przyznaje.

Najpierw zabieg w Poznaniu, później długie godziny ćwiczeń, masaży i innych zabiegów rehabilitacyjnych – wszystko po to, by rozgrywający mógł kontynuować karierę na najwyższym poziomie. Zarówno na parkiecie, jak i w takich sytuacjach istotna jest drużyna, pracująca na sukces. – Jestem w dobrych rękach. Docent Lubiatowski naprawił mnie już dwa razy i mam do niego pełne zaufanie. Nie muszę martwić się samym zabiegiem, bo wiem, że i tym razem artroskopia barku się uda. Współpracuję również z super fizjoterapeutami: Dariuszem Klosą oraz Mateuszem Potocznym z RehaSport Clinic w Gdańsku. Wiem, że z takimi ludźmi u boku wrócę do pełnej sprawności tak szybko, jak tylko będzie to możliwe – zakończył.