Liczy się sam gest

9 marca 2017

Jednym z przyjemniejszych – szczególnie dla najmłodszych – punktem świąt są znajdowane pod choinką prezenty. I choć z biegiem lat na kolorowe podarunki patrzy się trochę inaczej, kilku zawodnikom Wybrzeża na długo utkwiły w pamięci niektóre świąteczne paczki.

Zapytany o najlepszy czy też z jakiegoś powodu szczególny prezent Damian Kostrzewa przyznaje, że nigdy nie przykuwał do tego specjalnej wagi. ­– Każdy prezent bardzo cieszy i dla mnie liczy się po prostu sam gest. Jeżeli jednak miałbym wskazać jeden konkretny, to byłyby to słuchawki, które mam do dziś mimo upływu już kilku ładnych lat. Korzystam z nich w każdej podróży oraz koncentrując się przed meczem, także ten prezent uważam za najbardziej trafiony.

Rozgrywający Hubert Kornecki ze śmiechem przyznaje, że trudno mu wymienić jeden konkretny podarunek, bo szczerze mówiąc, nigdy nie miałem jakichś mega odjechanych prezentów, wymyślania nie wiadomo czego. Zazwyczaj były to jakieś prezenty – upominki, którymi wymienialiśmy się w gronie rodzinnym. Po chwili zastanowienia przyszły mu jednak na myśl jedne, szczególne święta. ­– Jak miałem ok. 7 lat, dostałem taki tor z samochodami, którymi można się było ścigać. I sterowało się nimi za pomocą przenośnego joysticka! Mieliśmy wtedy z bratem sporo frajdy – wspomina. Jeżeli zaś chodzi o to, co w tym roku Hubert chciałby najbardziej znaleźć pod choinką, ze śmiechem odpowiada – Mistrzostwo Polski z Wybrzeżem! Ale tego się nie dostaje, tylko zdobywa i to nie w święta. Ale na Nowy Rok chętnie bym sobie tego życzył. Jeżeli chodzi o prezenty materialne, to od Mikołaja chciałbym dostać Mustanga, ale nie wiem, czy byłem wystarczająco grzeczny! (śmiech). Po chwili Hubert przypomina sobie o jeszcze jednym, wymarzonym prezencie. ­– Już wiem, co by to mogło być. Zdrowie. Szczególnie chciałbym, żeby wyzdrowiał mój łokieć. W trakcie ostatniego meczu ligowego z Piotrkowianinem Piotrków Trybunalski Kornecki nabawił się kontuzji lewego łokcia. Jest w trakcie badań, które umożliwią postawienie pełnej diagnozy.

 


Adrian Kondratiuk na ulubionym traktorku
Pytanie o najlepszy prezent najbardziej jednak trafiło do Adriana Kondratiuka. Z radością rozpoczął swoją historię. – Ja swój ulubiony prezent dostałem pod choinkę jak byłem jeszcze bardzo malutki. Mimo to, pamiętam to jak dziś. Był to mały traktorek, który nawet nie posiadał pedałów, napędzany był na pych. Do dziś rodzice się ze mnie śmieją, że nawet, jak już byłem większy od mojego traktorka, to dalej na nim jeździłem! – przyznaje. Co natomiast mogłoby się znaleźć pod choinką już dużo większego od traktorka Adriana? Inny środek transportu! – Myślę, że wymarzonym prezentem dla mnie byłoby BMW M6, ale zobaczymy, co na to Mikołaj!– zakończył z uśmiechem.