Musimy dać z siebie wszystko

9 lutego 2018

Porażka w meczu z Kaliszem w poprzedniej rundzie jest jedną z najdotkliwszych dla Wybrzeża w tym sezonie. Teraz czerwono – biało – niebiescy pojadą po rewanż.

Zawodnicy Wybrzeża mają za sobą weekend odpoczynku. Ze względu na zajętość zarówno ERGO ARENY, jak i Hali Widowiskowo – Sportowej AWFiS w Gdańsku mecz z KPR-em Legionowo został przełożony na początek kwietnia. Mimo to, czerwono – biało – niebiescy nie próżnowali. Przygotowywali się już do najbliższego spotkania. W sobotę zmierzą się z Energą MKS Kalisz.

Poprzedni mecz właśnie z tym przeciwnikiem stał się dla gdańszczan prawdziwą plamą na honorze. – Porażka z Kaliszem była zdecydowanie najdotkliwszą w pierwszej rundzie. Przegrana w takim rozmiarze, do tego w swojej hali, przed własnymi kibicami boli i denerwuje podwójnie wszystkich zawodników, zarówno grających, jak i kontuzjowanych, do których się jeszcze wtedy zaliczałem – przyznaje skrzydłowy Marek Marciniak.

Marciniak to jeden z największych pechowców wśród zawodników Wybrzeża. Jest młodym, perspektywicznym zawodnikiem, który zasilił szeregi czerwono – biało – niebieskich przed obecnym sezonem. Nie miał jeszcze jednak szansy na swój debiut w PGNiG Superlidze. – Chyba nikt nie chciałby znaleźć się w sytuacji, kiedy zmienia się klub, dostaje się szansę na zaprezentowanie swoich umiejętności przed dużo szerszym gronem kibiców, niż dotychczas, na parkietach najwyższej ligi w kraju, a na dwa dni przed pierwszym meczem doznaje się kontuzji, która kończy się operacją i wyklucza go na połowę sezonu… Uważam, że kontuzje to tylko kolejny przeciwnik, z którym zawodnik musi się zmierzyć. W moim przypadku była to kolejna dawka motywacji, żeby jak najszybciej wrócić do zdrowia i gry. Okres rehabilitacji przepracowałem najlepiej, jak mogłem. Jestem niespełna trzy miesiące po operacji i dostałem już zielone światło do gry od lekarzy – opowiada.

Młody skrzydłowy miał szansę zagrać w 1/16 Pucharu Polski, kiedy to Wybrzeże zmierzyło się na wyjeździe z MKSem Grudziądz. Tam pokazał, że nie mógł się już doczekać powrotu na parkiet. Zanotował dwa trafienia. – W Grudziądzu zagrałem kilkanaście minut, które były dla mnie bardzo cenne w kontekście powrotu do mojej dawnej dyspozycji. Oczywiście, że teraz w Kaliszu chciałbym się zaprezentować jeszcze lepiej. Jeśli będę mógł, postaram się pomóc w ataku, jeżeli będę potrzebny w obronie, tam też dam z siebie wszystko. Wiem, że po kontuzji muszę cierpliwie czekać na swoją szansę, dlatego nawet z ławki będę starał się pomóc swoim kolegom z drużyny – zakończył.