Po meczu w Lubinie: Wciąż walczymy o play-offy

13 marca 2018

Szczypiorniści Wybrzeża w minioną sobotę ulegli Zagłębiu Lubin różnicą 15 bramek. Nastroje w zespole są dalekie od pozytywnych. Czerwono-biało-niebiescy od poniedziałku ciężko trenują, aby w sobotę,  przed własną publicznością, zmazać tę plamę. Trener Marcin Lijewski w gorzkich słowach nie oszczędza swojego zespołu. Kapitan Wybrzeża, Łukasz Rogulski, zaznacza, że tak wysoka porażka nie ma wpływu na cel, jakim jest awans do play-offów.

 

Panowie, co zawiodło w Lubinie?

Marcin Lijewski: Zespół zawiódł. Dobrze zaczęliśmy mecz, bo nie dość, że Maciek Pieńczewski dobrze bronił, obrona nieźle grała, to z tego wyprowadzaliśmy kontry, które na początku, co prawda, nie były skuteczne, ale i tak przez pierwsze dziesięć minut cały czas byliśmy na prowadzeniu i mieliśmy mecz pod kontrolą. Wydawało się w tamtym momencie, że uzyskanie większej przewagi będzie tylko kwestią czasu…

Łukasz Rogulski: Przede wszystkim skuteczność w ataku. Jeśli bramkarz przeciwnika broni na ponad 50% to ciężko jest wygrać mecz.

Jesteście w stanie wskazać przyczynę takiej gry?

ML: Nie mam pojęcia, z jakiego powodu tak się stało. Całą drogę z Lubina do Gdańska próbowałem rozgryźć, co się tam stało, dlaczego zawodnicy nagle stanęli i przestali grać. Nie potrafię sobie tego wytłumaczyć. Wczoraj oglądałem troszkę tego meczu, bo Bartek Jaszka mi go przesłał i… Tyle głupot, ile zrobiliśmy w ciągu może dwudziestu minut, tym można byłoby obdzielić kilka meczów. Gorzej nie można było zagrać.

ŁR: Trudno powiedzieć. Gdybym wiedział dlaczego tak się dzieje to prawdopodobnie nigdy by do tego nie doszło. Wszystko siedzi w głowach, bo umiejętności mamy.

Taką różnicę bramek można wybaczyć w meczu z Kielcami. Ale -10 z Kaliszem, -15 z Lubinem nie wygląda dobrze. To przeciwnicy, którzy przecież są w naszym zasięgu. Co jest przyczyną takiej gry? Brak skupienia?

ML: Te punkty były w zasięgu i zespół dobrze o tym wiedział. Cały tydzień byliśmy przygotowywani specjalnie pod ten mecz. Część zawodników, która ostatnio grała więcej i po których widać było zmęczenie, dostała trochę odpoczynku. Ta część zespołu, która nie grała albo grała mniej – im została podkręcona śrubka. Zawodnicy weszli w mecz bardzo dobrze, co też jest ważne i co też nie zawsze u nas jest rzeczą normalną.

ŁR: Co jakiś czas przydarzają nam sie mecze, w których jesteśmy bezradni. Sami nie potrafimy sobie odpowiedzieć na pytanie dlaczego tak się dzieje. Przecież nie gramy tak specjalnie.

Najwięcej bramek w naszym zespole rzucił Marek Marciniak. Debiutant w najwyższej klasie rozgrywkowej, który dopiero co dołączył do zespołu. Co ze starszymi, doświadczonymi zawodnikami?

ML: Na to nie można tak patrzeć. Marek wszedł w drugiej połowie, czyli to już tak naprawdę były „dożynki”. Oni wiedzą, że nie przegrają tego meczu, bo prowadzą, powiedzmy, dwunastoma bramkami. My wiemy, że tego meczu też raczej nie wygramy, bo mamy te 12 w plecy. Marek zasłużył sobie, bo pierwsze pół roku stracił na operację, rehabilitację i tak dalej. Widziałem go codziennie, jak pracuje na treningach, że chłopak walczy, żeby jak najszybciej wrócić. Był czas, że oficjalnie było już powiedziane, że Marek jest zdrowy, ale ja widziałem na treningach, że nie czuje się do końca pewnie. Widzę, jak człowiek biega, jak się asekuruje, jak kuleje – to nie jest zawodnik zdrowy, do grania. Wpuszczając go wtedy na boisko zrobiłbym mu krzywdę, a przynajmniej mógłbym mu zrobić krzywdę. Teraz Marek  będzie więcej grał. Mimo, że tam nie jest jeszcze na sto procent ok – chociaż Marek mnie zapewnia, że już wszystko jest w porządku – ale za to, jak on pracuje, ile on wysiłku wkłada w to, żeby wrócić do grania, on sobie tym zasłużył, żeby grać.

Co do „starych” – czasami tak jest, że nie wiadomo, co byś zrobił, wszystko jest „na nie”. Rzadko się zdarza, że nie trafiamy trzech stuprocentowych sytuacji pod rząd. Rzadko się zdarza, że nie trafiamy kontr. Rzadko się zdarza, że nie trafiamy, bramkarz odbija, a ta odbita piłka trafia prosto w ręce przeciwnika, wykonuje jedno podanie i zamiast być jedną dla nas, jest jedna dla nich. Takich sytuacji, które się rzadko normalnie zdarzają, było w Lubinie multum. W ciągu dwudziestu minut. Przy tym wszystkim jeszcze Maciek Pieńczewski nam niesamowicie bronił. Gdyby nie on, to mielibyśmy dużo więcej, niż „tylko” – 15. Takiej niemocy w naszym wykonaniu nie widziałem nigdy.

ŁR: Marek grał, gdy mecz był już rozstrzygnięty i przeciwnik grał z większym luzem. Super, że pokazał się z dobrej strony, bo po kontuzji przydadzą mu się dobre mecze. Starsi i doświadczeni też pokazali w tym sezonie, że można na nich liczyć.

Czy jesteście w stanie wskazać w tym zespole lidera, który wziąłby ciężar gry na swoje barki w trudnych momentach?

ML: To jest typowa oznaka tego, że jesteśmy zespołem niedojrzałym. W zespole ogranym, dojrzałym taka sytuacja zostaje zauważona od razu, jest jakaś informacja na zasadzie „Panowie, dzieje się gorzej, dzieje się kiepsko, a zaraz może być źle”, do tego jeszcze trener bierze czas, mówi dokładnie, co się dzieje, co trzeba zrobić, żeby było inaczej. Gdybyśmy byli zespołem dobrym, klasowym, ogranym – ta sytuacja byłaby zaraz opanowana, wtedy się ustawia zagrywkę i gra się do pewnej piłki. Nie mamy w tej drużynie lidera, który mógłby to zatrzymać, coś takiego zrobić. Jest Jacek Sulej, który jest bardzo inteligentny i doskonale wie, co trzeba zrobić, ale Jacek jest z kolei ograniczony warunkami fizycznymi. Jacek może coś zarządzić, ustawić, rozpocząć wykonanie, ale skończyć już musi ktoś inny. W tym akurat meczu nikomu nie udawało się to zadanie.

ŁR: My nie mamy liderów. Rzadko się zdarzają mecze, w których ktoś rzuca zdecydowanie więcej bramek od reszty. Może to jest problem, że nie mamy takiej osoby, która zmieni przebieg meczu w trudnej sytuacji.

 Jaka jest atmosfera w szatni? Nie pytam o atmosferę teraz, ale w ogóle. Czy w Waszej ocenie tu może tkwić przyczyna gorszej postawy?

ML: Atmosfera, gdy wygrywasz, zawsze jest dobra. W momencie porażki, takiej porażki, musimy zrobić wszystko, żeby zresetować głowy. Pracujemy nad tym, żeby tę atmosferę oczyścić i żeby wszystko wróciło do normy.
ŁR: Atmosfera była, jest i zawsze będzie w naszej szatni i to nie tutaj trzeba szukać problemów naszych słabszych meczów. Pragnę przypomnieć, że nie tylko przegrywamy. Nadal walczymy o wejście do fazy play-off.