Pomeczowy raport TWG: Porywający spektakl w Gdańsku. Torus Wybrzeże pokonuje Azoty-Puławy!

1 kwietnia 2021

Jest tylko jedna prawda tego sezonu z udziałem piłkarzy ręcznych Torus Wybrzeża: spodziewajcie się niespodziewanego. Murowany faworyt do wygranej Azoty-Puławy uległy podopiecznym Mariusza Jurkiewicza w rzutach karnych (2:4) i zdobyły 1 punkt, choć to gdańszczanie powinni byli zakończyć batalię z pełną pulą w trakcie 60 minut. Ostatni celny rzut Santiago Mosquery nie został zaliczony pomimo tego, że piłka zatrzepotała w siatce. Torus Wybrzeże vs Azoty-Puławy 34:34, k. 4:2.

Choć to już runda rewanżowa PGNiG Superligi, oba zespoły nie miały jeszcze okazji w tym sezonie grać przeciwko sobie. Wszystko to jest efektem zmian w terminarzu spowodowanych koronawirusem. Puławianie do Gdańska przybyli już z nowym szkoleniowcem Robertem Lisem, który zastąpił na tym stanowisku Larsa Walthera. Ich plany jednak nie uległy zmianie. Nadal ich jedyną motywacją na to spotkanie była wygrana. Podopieczni Mariusza Jurkiewicza z kolei liczyli na sprawienie niespodzianki lub w tej sytuacji zasadniejsze byłoby stwierdzenie sensacji. Azoty w obecnych rozgrywkach uległy rywalom zaledwie trzykrotnie i to rywalom najsilniejszym w Polsce: Vive, Wiśle oraz Górnikowi. W Gdańsku zatem nie było miejsca na błędy…

Kowalczyk w pierwszej akcji rzucił obok Witkowskiego i otworzył wynik spotkania. Z drugiej strony na prawym skrzydle uwolnił się Leonardo Comerlatto i zaskoczył Zembrzyckiego (1:1 w 2’). Po błędzie Kowalczyka podwyższył Jachlewski, ale Michał Szyba w mgnieniu oka trafił dla puławian po raz drugi po ekspresowym wznowieniu. Gdańszczanie byli dobrze dysponowani w ataku i nie przebierali w środkach w obronie (4:3 w 5’). Starali się trzymać w ryzach Michała Jureckiego i goście mieli drobne kłopoty w rozegraniu, co kończyło się skutecznymi kontrami rywali z Gdańska. Po doskonałej asyście za plecami Santiago Mosquery i wykończeniu Piotra Papaja nadal o jedną bramkę więcej mieli gracze trenera Jurkiewicza (6:5 w 9’), jednak gdy tylko Azoty „uchylały” lekko Szybę, zaraz tworzyła się przestrzeń. Leworęczny rozgrywający w odstępie 2 minut trafił trzykrotnie, co pozwoliło jego zespołowi objąć pewniejsze prowadzenie (7:9 w 12’). Wtedy przypomnieli o sobie południowoamerykańscy gracze w składzie Torus Wybrzeża (przede wszystkim Comerlatto) i ponownie był remis (9:9 i 10:10). Po upływie kwadransu pierwszą karę obejrzał Michał Jurecki za faul na Mateuszu Jachlewskim. Jego brak nie wpłynął na puławian negatywnie, ponieważ to oni lepiej rozgrywali tę przewagę (12:13 w 17’). Mecz był wyrównany i nie sposób było wskazać lepszą ekipę. Raz prowadzili gospodarze, raz goście. W bramce gdańszczan budził się jednak Przemek Witkowski, który nie stracił czujności stojąc oko w oko z Akimienką na 7. metrze (14:13 w 21’). Na pięć minut przed zmianą stron nadal żadna z drużyn nie była bliżej wygranej, żadna też nie rządziła na parkiecie bezsprzecznie (15:15 w 26’). Na kilkanaście sekund przed przerwą rzut karny na gola zamienił Mateusz Kosmala (17:17) i czas zarządził Robert Lis. To już w tej odsłonie spotkania niczego nie zmieniło na tablicy wyników i do szatni zespoły zabrały po 17 trafień.

Po zmianie stron boiska popis swoich umiejętności dał Mosquera i to on trafił na 18:17 i 19:18. Nie tylko w ataku jednak dawał swojej drużynie wartość, ale jego waleczność w obronie pozwoliła wyjść na dwubramkowe prowadzenie (20:18) Wybrzeżu w 34 minucie. Gospodarze zaczynali dominować i zrobiło się 22:19 po rzutach Jachlewskiego i Janikowskiego. Puławianie cierpieli na parkiecie, ale próbowali wszelkimi sposobami wrócić do gry, co rozpoczął Wojciech Gumiński, a następnie przypieczętował z rzutu karnego Rogulski (23:22 w 39’). W 41 minucie ponownie był rezultat remisowy (23:23), a zapewnił go jeszcze w przewadze Rafał Przybylski. Przy stanie po 25 na 120 sekund opuścił boiska Dawydzik i wtedy miejsce zrobiło się w środku, co skrzętnie wykorzystał Mateusz Jachlewski (26:25 w 46’). Gdy kolejną okazję na bramkę zamienił Jeremi Stojek, Robert Lis musiał przerwać i skorygować plan na pozostały do końca czas. Po wznowieniu zrobiło się jeszcze gorzej, bo na 28:25 rzucił Daniel Leśniak. Swojego dnia nie miał Jurecki, cieniem zawodnika z poprzednich spotkań był Akimienko, ale wciąż Azoty miały kim straszyć. Tym razem był to Bartosz Kowalczyk, który najpierw dał swojej drużynie bramkę nr 27, a za chwilę jego akcję skopiował Dawydzik (28:28 w 50’). Tempo spotkania było bardzo szybko, choć minuty w nogach zawodników dawały się we znaki. Trafiał Comerlatto, Stojek, ale odpowiadali Akimienko i Rogulski (31:31 w 53’). Przy remisie z boiska musiał zejść Gumiński, ale karnego Kosmali złapał Bogdanov. Przez 120 sekund jednak gdańszczanie nie poprawili swojego dorobku. Zamiast tego stracili Janikowskiego, a goście objęli prowadzenie 32:31 (56’). Dawydzik korzystał z pustej bramki i dzięki temu wiceliderzy Superligi utrzymywali minimalną nadwyżkę (33:32). Zmieniła to „siódemka” Kosmali i błędy w rozegraniu przyjezdnych. Na 30 sekund przed końcem kapitalną piłkę wyciągnął Artur Chmieliński i to Torus Wybrzeże było w roli głównej. Plan na ostatnią chwilę chciał omówić ze swoimi zawodnikami Mariusz Jurkiewicz. Bramkę zaliczył Mosquera… Ale stało się to po upływie regulaminowego czasu gry i pozostawały rzuty karne!
Te lepiej wykonywali gospodarze i dzięki temu zgarnęli 2 punkty i sprawili swoim kibicom wielkanocny prezent!

Torus Wybrzeże Gdańsk – KS Azoty-Puławy 34:34 (17:17) k. 4:2
TWG: Chmieliński, Witkowski – Stojek 3, Mosquera 5, Filipowicz, Pieczonka 2, Gądek, Leśniak 1, Gavidia, Jachlewski 7, Kosmala 5, Papaj 2, Comerlatto 4, Adamczyk, Janikowski 4, Woźniak 1.
Trener: Mariusz Jurkiewicz.