Pomeczowy raport TWG: Stal wygrywa wojnę nerwów w Gdańsku

11 listopada 2020

W Święto Niepodległości (11.11) w Gdańsku spotkały się drużyny Torus Wybrzeża oraz mieleckiej Stali, aby powalczyć o punkty w ramach 10. kolejki PGNiG Superligi. Mecze tych drużyn zawsze stały na wysokim poziomie i charakteryzowały się mnóstwem walki. Nie inaczej było tym razem i po prawdziwej wojnie do ostatniej sekundy, ze zwycięstwa tym razem cieszyli się goście. Torus Wybrzeże Gdańsk vs Stal Mielec: 26:27.

Obie drużyny bardzo liczyły na punkty w tym spotkaniu. Torus Wybrzeże chciało utrzymać kurs, który obrało meczem z Chrobrym Głogów i kontynuować odkładanie oczek do ligowego skarbca. Podopieczni Dawida Nilssona z kolei po kilku bardzo nieznacznych porażkach (1-2 gole), w końcu chcieli przechylić szalę zwycięstwa na własną korzyść. Mieli im w tym pomóc przede wszystkim pamiętający czasy gry w Wybrzeżu ofensywni szczypiorniści: Hubert Kornecki oraz Ramon Oliveira.

Pierwsze 7 minut należało do przyjezdnych z Mielca, ale przede wszystkim do Huberta Korneckiego, który znakomicie czuł się w Hali AWFiS-u, gdzie w przeszłości nabierał obycia na parkietach Superligi. Jego nazwisko niczym echo rozchodzące się między szczytami gór zapisywano w protokole meczowym. Swoją dyspozycją wyprowadził Stal na prowadzenie 6:2 i szczypiorniści gospodarzy zostali postawieni od samego początku przed ogromnym wyzwaniem. Podjęli jednak rękawice, które jako pierwszy przejął Artur Chmieliński. Jego interwencje napędzały jego kolegów z pola i po kwadransie było już tylko 6:7. Obie ekipy nie szczędziły sobie fizycznej walki, ale jeden krok przed gdańszczanami zawsze byli gracze Dawida Nilssona i to oni dużo lepiej radzili sobie z wykańczaniem własnych ataków. Dobrze radził sobie bardzo mobilny Marek Monczka, Dzanis Valyntsau czy Kosta Petrović i na 4 minuty przed końcem pierwszej odsłony trzy bramki różnicy na korzyść Stali przybliżały tę ekipę do końcowego triumfu (10:13). Sytuacja zmieniła się po czerwonej kartce dla Korneckiego. Zawodnicy Wybrzeża wyczuli swój moment i zwiększyli tempo, co pozwoliło Piotrowi Papajowi ustalić rezultat pierwszej części na 12:15. Mogło być odrobinę lepiej, gdyby Franco Gavidia zachował zimną krew w doskonałej sytuacji tuż przed syreną na przerwę.

Drugą połowę huraganowo zaczęli czerwono-biało-niebiescy. Nie minęło 5 minut i już był wynik remisowy po 15, a prawdziwym przywódcą był tego wieczora kapitan gdańskiego statku – Piotr Papaj. Musiał interweniować tuż po wznowieniu trener Stali. Od tego momentu gra toczyła się bramka za bramkę. Gdy zegar odliczył połowę czasu drugiej odsłony – rezultat wciąż nie gwarantował żadnej ze stron kompletu punktów (21:21). Piłkarze ręczni z Trójmiasta zdecydowanie lepiej radzili sobie w obronie, jednak kilka błędów w korzystnych sytuacjach nie pozwalało objąć prowadzenia. Zaczęła się decydująca faza spotkania. Po znakomitej akcji Mateusza Wróbla, który ściągnął na siebie uwagę bloku defensywnego, Maciej Filipowicz nie miał innej możliwości niż umieścić piłkę w siatce przeciwników (23:24). Niestety dla gdańszczan to była ostatnia akcja Wróbla, który nie był w stanie kontynuować gry po starciu z Łukaszem Janystem. Mimo wszystko na 26 sekund przed końcem Mateusz Jachlewski trafił do bramki Andelicia i przedłużył nadzieje gospodarzy na wygraną (25:26). Gdańszczanie nie mieli nic do stracenia i zagrali bardzo wysoką obroną, aby zmusić rywali do popełnienia błędów. Ci jednak nie dali się zdeprymować i po golu Miljana Ivanovicia Stal była pewna zwycięstwa. Na sam koniec rzucił jeszcze Papaj, ale była to bramka na otarcie łez. Stal Mielec po prawdziwej wojnie o punkty pokonała Torus Wybrzeże Gdańsk 27 do 26.

Torus Wybrzeże Gdańsk vs Stal Mielec 26:27 (12:15)

TWG: Chmieliński, Witkowski – Stojek, Powarzyński, Filipowicz 1, Pieczonka, Gądek, Gavidia, Jachlewski 3, Sulej, Kosmala 1, Papaj 5, Wróbel 5, Adamczyk 8, Janikowski 3, Woźniak.

Trener: Krzysztof Kisiel.