Torus Wybrzeże przegrywa w Szczecinie rzutem na taśmę

29 stycznia 2020

Do 55. minuty w hali MOSRiR-u w Szczecinie szczypiorniści Torus Wybrzeża Gdańsk prowadzili z faworyzowaną Sandra SPA Pogonią 26 do 23 i nic nie wskazywało, żeby cokolwiek miało odmienić bieg wydarzeń. Cały trud budowanej przewagi został zaprzepaszczony w samej końcówce, którą zdominowali gospodarze i dopięli swego zwyciężając jednym trafieniem 28:29 w 18. kolejce PGNiG Superligi.

Podopieczni trenera Krzysztofa Kisiela doskonale rozpracowali taktykę rywali. Po nieco sennym początku (właściwie z obu stron), z wolna zaczęli skracać dystans do przeciwników, dzięki czemu na przerwę schodzili z trzybramkowym prowadzeniem (13:10). Po przerwie ta przewaga narastała i to do tego stopnia, że różnica goli pomiędzy obiema ekipami wynosiła 5 trafień! Portowcy nie stracili jednak wiary, a za radą swojego szkoleniowca postawili wszystko na jedną kartę, co rusz zmuszając przyjezdnych do błędów. Ta zmiana pozwoliła Pogoni odmienić losy meczu i w zasadzie odzyskać stracone ligowe punkty.

Krzysztof Kisiel mógł w tym spotkaniu liczyć na swojego asa w formacji ofensywnej, czyli Mateusza Wróbla, który zdążył wyleczyć się po absencji w rywalizacji o PGNiG Puchar Polski. Początek spotkania to jednak przede wszystkim doskonała gra w defensywie – obu ekip. Na pierwsze trafienie – po serii prostych błędów w ataku i niewykorzystanych okazjach – gdańszczanie musieli czekać 7 minut. Pierwszy gol dodał pewności siebie całej drużynie i po kwadransie Wybrzeże nadal utrzymywało kontakt z rywalami (3:4). Dwie kolejne akcje Piotra Papaja doprowadziły do remisu po 5, a od 21. minuty goście zupełnie podporządkowali sobie grę zaliczając serię pięciu kolejnych rzuconych goli (11:7). Przewagę udało się zachować i do szatni w lepszych nastrojach schodzili przyjezdni (13:10).

Początek drugiej odsłony przypominał końcówkę pierwszej. Skuteczne zasieki graczy Torus Wybrzeża postawione przed linią 6. metra poparte skutecznością pod bramką Antona Terechowa, pozwalały zachować bezpieczną przewagę i kontrolę meczu. W 46. minucie Pogoń miała do odrobienia 5 bramek i chyba tylko oni sami nadal wierzyli w zdobycz punktową. Już wcześniej szczypiorniści Rafała Białego ryzykowali sporo grając bez bramkarza przy swoich atakach, ale gdy nie było już czego chronić, wdrożył on ryzykowaną taktykę indywidualnego krycia. Do 55. minuty nie zdawała ona egzaminu, ale gdy odpowiedzialność wziął na siebie Paweł Krupa, pozostali jego koledzy dołączyli do pościgu i dokonali czegoś zupełnie nieprawdopodobnego. Najpierw w 120 sekund doprowadzili do remisu po 26, a następnie wyszli na prowadzenie po blisko 40 minutach od ostatniej przewagi (26:27). Za moment wyrównał Papaj, ale dwuminutową karę otrzymał Wojciech Prymlewicz i Wybrzeże do końcowego gwizdka grało w osłabieniu. To wykorzystali gospodarze i za sprawą Wojciecha Matuszaka wyrwali wygraną z rąk gości.

 

Sandra SPA Pogoń Szczecin – Torus Wybrzeże Gdańsk 29:28 (10:13)

TWG: Chmieliński, Kiepulski – Sadowski, Gądek 1, Sulej 1, Prymlewicz 4, Papaj 4, Komarzewski, Wróbel 5, Salacz 3, Adamczyk 1, Gajek 3, Janikowski 6, Didyk.