Faworyci na tarczy! Torus Wybrzeże wygrywa z Górnikiem w Zabrzu

10 października 2021

Choć jechali do Zabrza bez kilku ważnych ogniw, a w trakcie meczu stracili Mateusza Jachlewskiego, piłkarze ręczni Mariusza Jurkiewicza pokonali pretendenta do medalu w tym sezonie PGNiG Superligi 23:22! Górnik nie miał w niedzielne popołudnie pomysłu, jak wytrącić atuty z rąk Miłosza Wałacha i spółki. Torus Wybrzeże zdobyło Zabrze po dekadzie oczekiwania i dzięki temu awansowało w tabeli za plecy dzisiejszego rywala. Sensacja stała się faktem.

Górnik otoczony własnymi kibicami był zdecydowanym faworytem meczu z Torus Wybrzeżem. Ponadto zabrzanie w czterech dotychczas rozegranych spotkaniach o stawkę, aż trzykrotnie schodzili z parkietu w glorii chwały. Pomimo sporych zmian personalnych i dużej przebudowy, Marcin Lijewski – były szkoleniowiec gdańskiego zespołu – zdołał zachować wszystkie atuty, które sprawiały, że jego podopieczni rokrocznie walczą o medal mistrzostw Polski. Wygrana Torus Wybrzeża z tym rywalem byłaby sporą sensacją, jednak szczypiorniści Mariusza Jurkiewicza po zdobyciu Szczecina, zaczęli punktować w PGNiG Superlidze i mieli sporą chrapkę na kontynuowanie tych zdobyczy.

Rezultat otworzył zastępujący Leonardo Comerlatto na prawym rozegraniu Wiktor Tomczak rzutem z 9. metra. Górnicy chcieli szybko kontrować, jednak widać było, że szkoleniowiec gdańszczan odrobił pracę domową i jego gracze starali się zatrzymać akcje rywali w zarodku. Pomimo tego Bartłomiej Bis znalazł drogę do bramki Miłosza Wałach w 2’ (1:1). Mecz był szybki i otwarty, i już w piątej minucie każda z drużyna miała po dwa trafienia. Gdy Santiago Mosquera odbywał karę za przewinienie, pierwsze prowadzenie gospodarzom dał Adrian Kondratiuk (3:2, 8’). Chwilę później kolejną bramkę dorzucił Przytuła i zrobiło się 4:2. Rozkręcał się Jakub Skrzyniarz w zabrzańskiej bramce, jednak na kontrę Mateusza Kosmali nie mógł wiele zaradzić (3:4 w 11’). Początkowe tempo nieco osłabło gdy uciekający czas zbliżał się do połowy pierwszej części. Gospodarze uspokoili swoją grę i zaczęli zwiększać przewagę nad przyjezdnymi (8:4). W 18’ swoją drugą karę złapał Mosquera i musiał mocno się pilnować do końca tego pojedynku, bo mógł poważnie osłabić swój zespół. Po czasie, który wziął trener Jurkiewicz, Kosmala trafił do siatki po raz szósty dla Wybrzeża, a przeciwnicy zupełnie pogubili się w działaniach ofensywnych. Na 10 minut przed końcem Marcin Lijewski zaprosił swoich zawodników na przerwę, ale ich reakcja na boisku spowodowała, że bramkę kontaktową rzucił po kontrze Piotr Papaj (7:8). Goście mieli szansę na wyrównanie, ale zabrzanie przetrzymali cięższy okres i w 25’ byli o dwa celne rzuty lepsi. Miedzy słupkami szalał niezawodny Wałach. Co się odwlecze jednak… Mateusz Kosmala na 180 sekund przed końcem I odsłony dał swojej drużynie remis (10:10). To był sygnał do Górnika, że potrzebna jest natychmiastowa kontrofensywa. Ta przyszła z ręki Przytuły, ale ostatnie zdanie należało do prawoskrzydłowego z Gdańska i na przerwę Torus Wybrzeże schodziło z zaledwie jedną bramką mniej na koncie (11:12).

Po zmianie stron jako pierwsi swoją obecność zaznaczyli gospodarze, a konkretnie Krzysztof Łyżwa chytrym rzutem z biodra. Nie minęła jednak minuta, a Kosmala ponownie poczuł radość po celnie oddanym rzucie. Znakomicie spisywali się obaj golkiperzy. Żadna ze stron nie odpuszczała, choć minimalnie na prowadzeniu byli gracze Marcina Lijewskiego (14:12, 35’). Sporo było błędów po obu stronach. Górnicy nie byli w stanie skontrować w swoim stylu rywali, a Torus Wybrzeże gubiło rytm ataków lub na posterunku był Skrzyniarz. Chyba że przed bramką zabrzan znajdował się Kosmala. Wtedy bramka była jak „murowana” (13:15 w 39’). Najwięcej niebezpieczeństwa sprawiał obrońcom przyjezdnych Damian Przytuła, który najczęściej wrzucał piłkę za kołnierz bramkarza przeciwników. Jakub Skrzyniarz z kolei nie był w stanie przeciwstawić się rzutom Kosmali (8/8, 100% w 42’). Na domiar złego dla gospodarzy, Jacek Sulej grając w przewadze zdobył gola kontaktowego (16:17). Szanse wyrównały się, gdy na ławkę kar powędrował Doroshchuk. Mimo wszystko to trener Górnika zatrzymał zegar, aby rozrysować plan na ostatni kwadrans. Jego częścią z pewnością nie była czerwona kartka, którą obejrzał Mateusz Jachlewski. W 48’ na po 19 trafił Kelian Janikowski, a Wiktor Tomczak odzyskał prowadzenie dla Torus Wybrzeża (20:19) i w Zabrzu atmosfera mocno zgęstniała. Zrobiło się jeszcze goręcej, gdy z ostrego kąta przycelował Piotr Papaj, a skutecznie interweniował Wałach (20:21). Nawet z „siódemki” nie byli w stanie trafić gospodarze i na 8 minut przed końcem odrobinę bliżej punktów byli goście. Mechanizm górniczej maszyny zupełnie się jednak rozregulował. Na tyle, że brakowało choćby rzutu na bramkę Miłosza Wałacha! Gdy zegar pokazywał 5 minut do końca, Marcin Lijewski musiał spróbować pobudzić swoją ekipę. Pobudzenia jednak nie potrzebował Wałach, który bronił na 39% skuteczności! Dopiero w 57’ Bis dał kontakt Górnikowi (21:22). Odpowiedział Tomczak, ale Wybrzeże straciło Jacka Suleja w 58’. Nie straciło jednak zimnej krwi i sensacja stała się faktem. Torus Wybrzeże pokonało Górnika Zabrze 23 do 22.

Górnik Zabrze vs Torus Wybrzeże Gdańsk 22:23 (12:11)

ZAB: Skrzyniarz, Galia – Kondratiuk 2, Przytuła 7, Bykowski, Łyżwa 2, Gogola 3, Adamuszek 1, Dudkowski, Krawczyk, Rutkowski 1, Molski, Ivanytsia 3, Mucha 1, Bis 2, Kaczor.

Trener: Marcin Lijewski.

GDA: Wałach, Chmieliński – Sulej 1, Wróbel 2, Pieczonka 1, Mosquera 1, Tomczak 4, Leśniak, Stojek, Jachlewski 1, Kosmala 9, Papaj 2, Doroshchuk, Janikowski 2.

Trener: Mariusz Jurkiewicz.